Heyah

Śmieszna historia nam się przytrafiła w związku z tym operatorem…

Szliśmy sobie wczoraj Pietryną (nie lubie tego określenia – nie wiem dlaczego) z pizzerii do Silverscreen’a. Podeszła do nas hostessa w stroju Heyah i wręczyła "coś" z adnotacją, że to dla nas na walentynki od Heyah. W pierwszej chwili odrzuciłem myśl, że to zwykła ulotka. Było za małe. Mialo raczej wielkość mniej wiecej pudełka od zapałek. Pomyślałem sobie – pewnie rozdaja taką swiecącą łapę na telefony jak wcześniej przy okazji wejścia na rynek rozdawali. Wziąłem to i schowałem odruchowo do kieszeni. Przeszliśmy parę kroków i stwierdziłem, że jednak sprawdze co to. Okazało się, że była to promocyjna prezerwatywa – nazywała się chyba "wpadochron".

Mieliśmy ubaw niesamowity.

Ale najlepsze było dopiero przed nami. Już w kinie (na reklamach) Żona wyszeptała mi do ucha: "no to co – dzisiaj bedzie Heyah ???".

Na mojej twarzy od razu wymalował się wyraz zadowolenia.

Zaczął sie film.

Później wracaliśmy do domku. Rozmawa była milusia itd. itp…

W pewnym momencie Żonie sie przypomniało: "pamietasz że masz jeszcze dzisiaj pozmywać ???" (dzień wcześniej uparłem się żeby zostawiła zmywanie, że ja pozmywam jutro jak przyjdziemy z kina). "Zacząłem się wkurzac, dlaczego tego nie zrobiłem od ręki, jak bardzo mi się tego teraz nie che itp. Żona załatwiła temat krótko mówiąc:

"Jak nie pozmywasz – to nie będzie Heyah – zostanie Ci tylko wielka łapa…"

Poskutkowało – pozmywałem…